Wywiad z Mariuszem Mirochną

Redakcja: Jak długo grasz w Batorym i jak zaczęła się Twoja przygoda z klubem?

Mirochna: Przygodę z Batorym zacząłem razem z moimi braćmi. Kiedyś wracaliśmy na rowerach z rodzicami od babci i koło stadionu zaczepił nas Pan Stanisław Maślaniec. Zapytał czy nie chcielibyśmy przyjść na treningi. Oczywiście wszyscy byliśmy pasjonatami piłki nożnej i pamiętam, że rodzice nie chcieli za bardzo się zgodzić bo byliśmy małymi brzdącami z podstawówki, ale oczywiście na pierwszy trening stawiliśmy się wszyscy. Pamiętam, że pierwszym naszym trenerem był wtedy Krzysztof Rożyński. To był chyba rok 1991, może 1992.

R: Zawsze występowałeś na pozycji napastnika?

M: Wcześniej grałem jako prawy skrzydłowy. Dopiero od dwóch sezonów występuje jako napastnik. Wróciłem do piłki po około 6-7 latach przerwy spowodowanej zmianą dyscypliny. Trenowałem boks tajski. Na początku łączyłem jedno i drugie, lecz biegiem lat już niestety nie starczało na to czasu.

R: Boks tajski? Co skłoniło Cię do wyboru tej dyscypliny? I czemu jednak powrót do piłki?

M: Gdy dowiedziałem się, że w Niepołomicach otwiera się nowa sekcja Muay thai (rok 2005) razem ze znajomymi zaczęliśmy chodzić na treningi. Polecam wszystkim spróbować tej dyscypliny. Można zacząć ćwiczyć niezależnie od wieku. Bardzo dobry trener, Arkadiusz Malek, wprowadzał super atmosferę podczas treningów, a do tego naprawdę dużo można się było od niego nauczyć. Z biegiem czasu zacząłem startować w zawodach i coraz ciężej było pogodzić jedno z drugim.. ale udawało się kopnąć od czasu do czasu w ukochanym Batorym. W 2009 roku zmagania sportowe przerwał mi dosyć poważny wypadek samochodowy w którym sporo ucierpiałem i o przygodzie ze sportem mogłem niestety na dłuższy czas zapomnieć. Lecz jak to ja, potrzebuje zdrowego ruchu. 2-3 sezony temu postanowiłem spróbować powrócić do piłki. Ze zdrowiem, odpukać, póki co ok, choć drobne kontuzje niestety mnie nie omijają. Taki sport…

R: Który mecz najbardziej zapadł Ci w pamięci?

M: Było ich kilka, ale w moim wieku kiepsko z pamięcią więc chyba najbardziej w pamięci zapadł mi ten ostatni z Brzeziem. Wygraliśmy 4:3, a mecz ten pozwolił nam wszystkim uwierzyć, że nie ma sytuacji beznadziejnych i zawsze trzeba walczyć do końca! Dlatego musimy do końca walczyć i awansować do serie A!

R: Którą strzeloną bramkę najbardziej zapamiętałeś?

M: Bramka którą najbardziej zapamiętam to strzał z narożnika boiska, tzw centrostrzał. Padła ona w meczu tamtego sezonu, już dokładnie nie pamiętam z kim, ale wpadło w samo okno bramki. W tym sezonie była jeszcze bramka w zwycięskim meczu z Iskra Zakrzów, po podaniu od bramkarza naszego bramkarza i błędzie bramkarza przeciwnika. Poszedłem do końca za piłką i było warto.

R: Ta opisywana przez Ciebie bramka w meczu z Iskrą została Ci „zabrana” – wynik meczu zweryfikowano jako walkower. Czy ten moment definitywnie pogrzebał Twoje szanse w walce o tytuł króla strzelców w tym sezonie?

M: No niestety tak, ale najważniejsze ze zdobyliśmy ważne punkty na ciężkim terenie i dalej walczymy o wymarzony dla wszystkich awans. Walkę o tytuł króla strzelców muszę przełożyć na kolejny sezon.

R: Który z aktualnie występujących w Batorym zawodników jest dla Ciebie wzorem?

M: Wzorem jest oczywiście Lukasz Łub… no w sumie cała drużyna. Wszyscy gramy z pasji i mamy jeden wspólny cel.

R: Rozmawiamy na dwie kolejki przed końcem ligi. Batory zajmuje drugie miejsce w tabeli. Jakie są Twoje rokowanie na koniec sezonu? Uda się awansować?

M: Nie widzę w ogóle innej opcji! Teraz musimy się mocno skoncentrować na niedzielnym meczu. Wszyscy na derby! Do tego meczu chyba nie trzeba nikogo mobilizować! Ja niestety nie będę w stanie pomóc kolegom. Kontuzja wykluczyła mnie z tego spotkania.

R: Który mecz w tym sezonie był według Ciebie kluczowy w przebiegu dotychczasowych zmagań w lidze?

M: Wydaje mi się, że ostatni mecz z Chorągwicą wygrany 0:3, w którym też niestety nie mogłem pomoc, ponieważ nabawiłem się skręcenia nogi w poprzednim meczu z Wyciążem. Mecz ten pozwolił nam przeskoczyć Sokoła w tabeli tuż przed zakończeniem ligi.

R: Czego możemy Ci życzyć?

M: Zdrowia, bo to ono jest najważniejsze, żeby omijały mnie kontuzje.

Leave a Reply