Wywiad z Łukaszem Łub

Redakcja: Jak długo reprezentujesz barwy Batorego?

Łub: Jeśli mnie pamięć nie myli to kopie w klubie od 8 roku życia. Praktycznie cała moja przygoda z piłką toczy się w Batorym. Miałem dwuletni epizod w juniorach MKS Puszcza. Po zakończeniu wieku juniora wróciłem do ukochanego klubu. Był to ciężki czas dla Batorians, który mógł skończyć się tym, że klub przestanie istnieć. Na szczęście znalazło się kilku starych wyjadaczy związanych od lat ze społeczeństwem piłkarskim, którzy zaczęli dźwigać klub z kolan. Przeszedłem wszystkie etapy kopacza. Niejednokrotnie jako kapitan wyprowadzałem kolegów na murawę. Były zwycięstwa, awanse, porażki i spadki. Wspaniali ludzie, przyjaciele, przygody. Był ogrom pracy wkładany w funkcjonowanie KS Batory: budowa budynku klubowego, remonty boiska, otoczenia stadionu, pamiętne wyrywanie i sadzenie świerków. Mam nadzieję, że jeszcze trochę przygód piłkarskich przede mną, choć koledzy patrzą na mnie z politowaniem, że jeszcze chce mi się zakładać korki.

R: Możesz opisać jakieś zdarzenie które przez te lata w klubie zapadło Ci w pamięć najbardziej?

Ł: Bez wątpienia obóz nad Rabą. Był to pierwszy i jak do tej pory jedyny obóz kondycyjny KS Batory. 3 dni katorżniczych treningów nad rzeką. Obóz składał się z 3 namiotów. Karda była wąska. Chyba 6 osób z tego co pamiętam. Obóz trwał niespełna 3 dni, ale dzięki niemu nabraliśmy kondycji na cały nadchodzący sezon.

R: Czy któraś ze strzelonych przez Ciebie bramek szczególnie zapadła Ci w pamięci?

Ł: Kilka bramek udało się strzelić. Z tego co mnie pamięć nie myli to w juniorach jako stoper strzeliłem nawet dwie w jednym meczu. W seniorach była bramka o której do tej pory można usłyszeć. Parę lat temu na boisko KS Batory zawitał zespół Targowianki. Między słupkami zespołu z Targowiska stał wówczas Arkadiusz Mleko, były bramkarz naszego zespołu, mój serdeczny kolega. Wykonywałem w tym spotkaniu rzut wolny prawie z połowy boiska. Uderzyłem z całych sił. Wyszedł z tego tzw. spadający liść. Piłka zatrzepotala w prawym okienku bramki strzeżonej przez Arka. Chodzą słuchy, że po tym spotkaniu Arek często budzi się spocony kiedy przyśni mu się ta sytuacja.

R: Czego najbardziej brakuje Ci z tamtych czasów we współczesnym Batorym?

Ł: Tamtej atmosfery. Grilli i ognisk do rana. Nie miało znaczenia czy wygraliśmy, czy przegraliśmy. Czy był mecz, czy trening. Musiało to skończyć się to piwem i kiełbasą.

R: Nie miałeś problemu ze zmianą pokoleniową która przetoczyła się przez klub nie dotykając przy tym Ciebie? Jak dogadujesz się z młodszymi kolegami?

Ł: Nie miałem problemu. Zdaje sobie sprawę, że normalną sprawą jest, że z biegiem lat ubywa sił by gonić za piłka. Staram się dawać z siebie jak najwięcej. Służę rada i pomocą młodszym kolegom. Łatwo skóry nie sprzedam i będę walczył, a tym samym mam nadzieję, że będzie to motywacja dla młodszych.

R: A jak już skończysz te 48 lat i zawiesisz buty na kołku – myślałeś o rozpoczęciu kariery trenerskiej?

Ł: Na razie o tym nie myślałem. Ciężko będzie kiedyś rozstać się z piłką, choć do wieku o którym wspomniałeś jeszcze sporo czasu. Bardziej niż do trenerki ciągnie mnie do sędziowania, ale na tę chwilę o tym nie myślę.

R: Jakie stawiasz sobie cele? Indywidualne i drużynowe. Czego Ci życzyć?

Ł: Dla drużyny celem jest awans do A klasy. Indywidualnie chciałbym pokopać jeszcze kilka lat, do wieku kiedy przygodę z piłką kończyły takie sławy piłkarskie jak Wieczorek czy Biernat zwany Perezem. A życzyć mi możesz, żeby mnie achillesy nie ciągnęły… i może żebym zrzucił ze 2 kg.

Zdjęcia w artykule pochodzą ze strony https://www.facebook.com/wedrowca/ 

Leave a Reply