Wywiad z Dariuszem Goryckim

Redakcja: Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z klubem?

Gorycki: Moja przygoda w Batorym zaczęła się dość wcześnie, kiedy to jako 9 – 10 letni chłopak zawitałem na pierwszy trening drużyny trampkarzy. Sama miłość do futbolu zaczęła się wraz z mundialem ’98 roku we Francji, kiedy to wraz z rówieśnikami codziennie kopaliśmy piłkę. W tych czasach każdy chciał być jak legendarny Zizou czy Ronaldo. Początki w Batorym były dość ciężkie. Nie łapałem się do pierwszej jedenastki, co dla dziecka zafascynowanego futbolem było osobistą tragedią. Jednak w kolejnych latach klub zatrudnił trenera Roberta Czekirdę, który miał całkowicie inne podejście – profesjonalne. Wielu młodszych chłopaków rozwinęło skrzydła. Wzajemny szacunek i całkowite zaangażowanie chłopaków, jak i trenera sprawiły, że zrozumiałem co to znaczy „drużyna”.

R: Czyli przez całą dotychczasowa karierę zawodniczą reprezentowałeś barwy Batorego?

G: Tak, cała moja przygoda z piłką kręci się wokół drużyny Batorego. Jeśli nawet pojawiłaby się jakaś oferta transferowa to myślę, że szybko zostałaby przeze mnie odrzucona. Przez te wszystkie lata zdążyłem przywiązać się do Batorego całym sercem i nie wyobrażam sobie, abym mógł dopuścić się zdrady biało niebieskich barw. W klubie panuje niesamowita atmosfera. Większość ludzi związanych z klubem to osoby, które poświeciły dużo cennego czasu, aby klub istniał i ciągle się rozwijał. Myślę, że tworzymy prawdziwą drużynę, tak samo na boisku, jak i po za nim. Sporo zawodników to tak zwani „starzy wyjadacze”, którzy znają się od lat i tworzą genialną atmosferę – idąc na trening czy mecz wiem, że mogę na nich liczyć w trudnych momentach, a jednocześnie sporo pożartować i pośmiać (no może po za żartami naszego środkowego obrońcy Łukasza, które są rodem z Familiady). Co sezon przychodzą do nas nowi zawodnicy, którzy szybko wkomponowują się do drużyny i walczą z nami o upragniony awans do Serie A.

R: Czy któryś z sezonów wspominasz najbardziej? Kiedy ten upragniony awans był najbliżej?

G: Najbardziej w pamięci zapadł mi sezon 2010/2011, kiedy to jako zespół A-klasowy rywalizowaliśmy jak równy z równym z drużynami z wyższych lig w pucharze Polski. Była to wspaniała przygoda i chyba największy sukces Batorego w historii – bo przecież nie codziennie ogrywa się III’ ligowca. Najpiękniejsza chwila to zdecydowanie wyeliminowanie Dalina Myślenice po rzutach karnych. Takiej atmosfery na trybunach Batorego nie widziałem nigdy. Trzeba przyznać, że było to ogromne wydarzenie nie tylko dla nas zawodników, ale także dla całej lokalnej społeczności zakochanej w futbolu. W tamtym sezonie walczyliśmy także do samego końca o awans do okręgówki, niestety głupio pogubione punkty sprawiły, że kwestia awansu odłożyła się w czasie.

R: Czy Twoim zdaniem zespół który mieliście w sezonie 2010/2011 był najmocniejszym personalnie jaki pamiętasz? Kogo z tamtej drużyny obecnie najbardziej brakuje Ci w Batorym?

G: Myślę, że tak – jeśli chodzi o indywidualne umiejętności to byliśmy w tym czasie naprawdę mocni. Ale czy byliśmy prawdziwą „drużyną”? Sporo wtedy grających zawodników było doświadczonych. Trzeba napomnieć, że wtedy wiele w klubie się zmieniło. Nowy prezes wymienił prawie cały skład. Celem był awans rok po roku, nie tylko do okręgowej klasy rozgrywkowej, ale i wyżej. Czy było warto „odstawić” grających wówczas miejscowych chłopaków i zastąpić ich dobrze opłacanymi, bardziej doświadczonymi piłkarzami z wyższych lig? Pewnie każdy mógłby to potwierdzić, jeśli rzeczywiście awans i kolejne sukcesy stały by się faktem. Jednak plany z awansu do okręgówki spełzły na niczym i drużyna zaczęła się rozpadać. Pocieszeniem wówczas były sukcesy w rozgrywkach Pucharu Polski, co zawsze wspominam z uśmiechem na ustach i dumą, że mogłem być tego częścią – szczególnie, że to były moje początki z piłką seniorską. Miejscowi zawodnicy, od lat związani z klubem, przystąpili do gry w A-Klasie i dzielnie walczyli o utrzymanie. Pamiętam, że udało się nam wygrać pięć pierwszych meczy i staliśmy się „czarnym koniem” rozgrywek. Jak widać na przykładzie drużyny wypełnionej zawodnikami przyjezdnymi – pieniądze nie grają. Liczy się zaangażowanie, wola walki i atmosfera w drużynie. Myślę, że obecna drużyna to świetna ekipa. Szkolimy się pod batutą trenera Mirosława już parę dobrych lat i awans to tylko kwestia czasu.

R: Jakiego wyniku sportowego spodziewasz się po seniorach Batorego w tym sezonie?

G: Oczywiście awansu. Od kilku lat jest to nasz jedyny cel, a w tym sezonie jesteśmy naprawdę blisko. Do każdego meczu podchodzimy bardzo poważnie, ponieważ każdy punkt może być na wagę upragnionego awansu.

R: Zmieńmy trochę temat – możesz wskazać jakiegoś zawodnika na którym wzorowałeś się w dzieciństwie?

G: Już jako młody zawodnik wiedziałem, że czasami zawodnik który ciężko pracuje na boisku może mieć większy wpływ na wynik meczu niż napastnik, który strzelił bramkę. Dlatego zawodnikami, którym najbardziej kibicowałem byli John Terry i Frank Lampard z Chelsea. Od młodzieńczych lat, jeszcze przed erą Romana Abramowicza, byłem zawziętym fanem The Blues. Na ścianach pełno plakatów, a na treningu zawsze w koszulce Chelsea.

R: Mamy dla Ciebie jeszcze pytanie od Bartka Dąborsia.

Dąbroś: Darku, opowiedz że szczegółami co działo się w przeddzień sparingowego meczu z drużyną Raby Ksiaznice…

G: Naprawdę chciałbym opowiedzieć bardzo szczegółowo co się działo, niestety nie wszystko pamiętam. Wiadomo, człowiek co raz starszy i pamięć już nie ta… Jedynie powiem, że było bardzo wesoło – czego nie mogę już powiedzieć o samym meczu sparingowym. Przynajmniej do dzisiaj chłopaki mają się z czego pośmiać.

R: A kogo chciałbyś nominować do następnego wywiadu?

G: Rojewski…

Leave a Reply