Wywiad z Bartoszem Borowskim

Redakcja: Jak nam wiadomo nie jesteś wychowankiem Batorego. Czy mógłbyś nam opowiedzieć jak i dlaczego się tutaj znalazłeś?

Borowski: Zgadza się, nie jestem wychowankiem naszego klubu. Pochodzę z Poznania i przez całą karierę młodzieżowca byłem związany z klubami ze stolicy wielkopolski. Po przeprowadzce do Krakowa i około dziesięcioletniej przerwie w graniu znajomy namówił mnie do powrotu na boisko. Grałem w krakowskiej a-klasie, w drużynie Strażaka Goszcza. Po złamaniu ręki (półroczna przerwa), urodzeniu się drugiego syna (mniej czasu na sport) oraz przeprowadzce coraz mniej po drodze było mi do Strażaka. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że nasza stara, naprawdę zgrana paczka, rozeszła się po innych klubach. Razem z żoną zakupiliśmy działkę w Woli Zabierzowskiej, więc postanowiłem szukać klubu gdzieś w okolicach Niepołomic. W pierwszej kolejności pomyślałem o Puszczy Niepołomice, jednak gra tam Miłosz Mleczko który trafił tam na wypożyczenie z Lecha Poznań. Trafił tam po to, żeby grać, a przecież moje przyjście spowodowałoby, że usiadłby na ławce. To młody chłopak, cała kariera przed nim – powinien grać żeby się rozwijać, więc nie mogłem mu tego zrobić. Dodatkowo to zawodnik mojego macierzystego klubu za który w dalszym ciągu trzymam kciuki, więc tym bardziej nie chciałem żeby uczestniczył w meczach jako widz. Dziś wiem, że ta decyzja była dobra. Trafiłem do Batorego gdzie spotkałem super ludzi, a Miłosz ogrywał się i zaprocentowało to powołaniem na Mistrzostwa Świata do lat 20 od trenera Magiery. Zresztą – od nowego sezonu Miłosz wraca do Poznania.

R: Czy mógłbyś nam uchylić rąbka tajemnicy i opowiedzieć w jakich innych klubach jeszcze grałeś?

B: Swoją przygodę z piłką zaczynałem w wieku siedmiu lat w poznańskim Lechu. Najmłodsze sekcje trenowały jeszcze na starym stadionie na Dębcu, a ja biegałem wtedy na lewej stronie pomocy. Wielu moich znajomych trenowało wtedy w Warcie, której boisko było o wiele bliżej mojego miejsca zamieszkania. Zmieniłem klub na „Zielonych” i nasi rodzice mogli się zmieniać w czasie odwożenia nas na treningi. Jakoś w czasie obozu przygotowawczego w Babimoście, w sumie nie pamiętam w jakich okolicznościach, zacząłem grać na bramce i tak już zostało. W Poznaniu grałem jeszcze w Olimpii Poznań, a w zasadzie w tym co z niej zostało po fuzji z Lechią Gdańsk oraz Polonii Poznań. Trenerami których najlepiej wspominam byli trener Ciastowski w Warcie, Karol Brodowski w Lechu w czasie mojej drugiej przygody z tym klubem w czasach liceum – trener prowadził później zespół młodej ekstraklasy. Największy progres jako bramkarz zaliczyłem jednak o trenera Marka Małolepszego. Nazwisko zobowiązuje – może mało, ale był lepszy.

R: Opowiedz o jakiejś śmiesznej sytuacji która utkwiła Ci w pamięci z poprzednich klubów.

B: Obóz w Mielnie. Wieczór przed sparingiem z Sokołem Pniewy był mocno zakrapiany. Przegraliśmy 0:1, a jeden z moich kolegów tworzących blok defensywny wymiotował w narożniku pola karnego. Z tego co pamiętam zagrałem wtedy nawet całkiem dobry mecz.

R: Czy rywalizacja z Kamilem bardziej Cię motywuje do grania?

B: Kamil to bardzo fajny chłopak. Wydaje mi się, że nie ma między nami czegoś takiego jak rywalizacja, a już na pewno nie niezdrowa. Raz gram ja, raz on – o tym który decyduje trener, a wszystko dla dobra klubu. Przykładowo przed następnym meczem ustaliliśmy, że ja odpocznę po spotkaniu z Rożnową, po którym jestem mocno poobijany – zagra Kamil. Ja jestem szykowany na środę. I na pewno nie jest tak, że rozpychamy się o miejsce między słupkami. Na treningach żartujemy, świetnie się bawimy, ale też wykonujemy swoją robotę.

R: Trener od paru meczów wyznacza Cię do strzelania karnych. Czy szykujesz jakąś cieszynkę na tę okazję?

B: Jestem raczej powściągliwy w okazywaniu emocji, choć znając życie Dawid Koza podbiegnie polerować mi but. Gdyby się jednak nie zdecydował, a pojawiłaby się presja kolegów na cieszynkę mogę rozważyć salto a’la Kalu Uche, albo przysiądnięcie na trybunie jak Artur Jędrzejczyk… to by wymagało stadionu z krzesełkami. A może zrobimy tak, że to nie ja ostatecznie będę strzelał? Póki co, od kiedy jestem wyznaczony, sędziowie nie wskazywali w naszych meczach na wapno.

R: Wspomniałeś o kilku profesjonalnych piłkarzach miedzy innymi o Kozie, Kalu Uche czy Jędrzejczyku. Kto ze świata profesjonalnej piłki jest twoim ulubionym zawodnikiem?

B: Gdy byłem jeszcze młodym chłopakiem imponował mi Peter Schmeichel. Potrafiłem godzinami siedzieć i oglądać jego interwencje na raczkującym jeszcze serwisie Google Video. Aktualnie nie bardzo mam czas na oglądanie meczów, nie jestem na bieżąco. Wyróżnić muszę jednak Wartaka, bramkarza reprezentującego KS Batory. Niesamowity talent połączony z ogromem umiejętności. Bramkarz kompletny.

R: Czy uważasz że awans do wyższej klasy rozgrywkowej jest w tym roku realny?

B: Nie tyle realny co obowiązkowy. Mamy naprawdę dobry zespół. Indywidualne umiejętności poszczególnych zawodników oraz kolektyw który stworzyliśmy pozwala mi stwierdzić, że brak awansu będzie nie tyle niespodzianką, co ogromną porażką naszego zespołu. Po porażce z Rożnową sytuacja trochę się skomplikowała, ale mamy jeszcze bezpośredni mecz z Sokołem i derby do rozegrania. Wszystko w naszych rękach.

R: Co najbardziej podoba Ci się w naszym klubie? A co w nim jest niemiłą niespodzianką?

B: Na pewno atmosfera panująca w drużynie. Tworzymy naprawdę fajny zespół ludzi ze wspólnym celem. Widać, że ta drużyna funkcjonuje razem już ładnych parę lat, tym bardziej cieszy mnie to, jak zostałem przyjęty przez kolegów, mimo, że jestem nowym ogniwem w układance trenera. Co mnie zaskoczyło in minus? Poziom niektórych drużyn rywali. Nawet nie tyle sportowy co… przemilczmy.

R: Czym zajmujesz się, gdy nie grasz w piłkę?

B: Żona, dwójka dzieci, praca. W wolnych chwilach lubię obejrzeć dobry serial, pograć na gitarze lub na basie, czasem włączę PS4, chociaż im jestem starszy, tym mniej na to czasu. Strasznie jarają mnie też nowe technologie, np. inteligentne domy. Lubię pokombinować sobie z akcesoriami od nich i po programować sceny automatyki.

R: Wiemy, że urodziłeś się w roku awarii elektrowni w Czarnobylu. Myślisz, że ma to bezpośredni wpływ na wykopywanie piątek zawsze na aut w kierunku wschodnim?

B: Ewidentnie. Podawali mi wtedy płyn Lugola, ale podobno zwymiotowałem po czym zacząłem wyzywać lekarzy, że podali go bez przepojki. Jak się okazało przepojkę podkradł ordynator i opróżnił ją w czasie libacji. To zdarzenie ewidentnie wpłynęło na sposób w jaki wznawiam grę. Gdyby nie ten pie%%#ny ordynator pewnie grałbym teraz w Premiership. Zresztą temat stał się ponownie głośny po premierze serialu na HBO.

R: Czego możemy Ci życzyć na przyszłe lata gry?

B: Żeby Łukasz Łub nie zdobył bramki do końca mojej kariery w klubie. Z takim stoperem nikogo się nie boję!

R: A kogo wyznaczasz do kolejnego wywiadu?

B: Od kiedy jestem w klubie zaliczyłem jedną asystę. Bramkę zdobył wtedy Mariusz Mirochna. Może będzie okazja żeby o niej opowiedział…

Leave a Reply