Wylewki w klubowym budynku

Był to rok 2005 lub 2006… dokładnie nie pamiętam. Powoli tworzyła się od nowa sekcja seniorów, po tym jak klub prawie zniknął ze sportowej mapy gminy Wieliczka. I był to czas kiedy ta sekcja skupiała wokół siebie ludzi którym bardzo zależało, aby Batory wrócił na właściwe tory… Hipek, Kojot, Łubek, Farba, Królik oraz Pan Stanisław B. To bohaterowie tej historii.

Budynek klubu już stał… od kilku lat. Ale niestety w środku był tak zwany stan surowy. Nie było normalnych szatni. Pryszniców. Toalet. Tylko gołe ściany i jakaś tam pierwsza warstwa betonu jako podłoga. Mimo to graliśmy i korzystaliśmy ze spartańskich warunków, bo innych nie było. Jeszcze…

Ale nadszedł taki dzień ze Pan Stanisław powiedział nam, że trzeba ruszyć z wykończeniem wnętrza klubu i pierwsze od czego zaczniemy to zrobienie wylewki w łazience, przy szatni gospodarzy.

Zebraliśmy więc drożynę która składała się z Hipka, Łubka, Królika, Kojota i Farby. Tego dnia nikt nie spodziewał się, że będzie to jedna z fajniejszych opowieści jakie po latach będą krążyć w KS Batory. Osobiście nie wiem skąd Pan Stanisław załatwił wszystkie potrzebne materiały do wykonania tego zadania. Piasek i cement… Łopaty…. Taczki oraz folia na której miał być robiony beton! Tak… Pan Stanisław nie uznawał betoniarki… Bo po co? Dawniej tylko tak się mieszało beton.

Nam nie bardzo się to podobało wiec przywiozłem z domu Ursusem betoniarkę dzięki której przystąpiliśmy do pracy.

Po dojechaniu na miejsce Kojot postanowił wjechać na boisko do siatkowi i przejechać przez nie. W połowie jednak zmienił zdanie i zaczął cofać… Niestety już tak dobrze nie szlo, bo nie przewidział, że jazda do tylu z betoniarką nie będzie taka prosta jak mu się wydawało i ugrzązł w piasku. Z naszą mała pomocą udało mu się wyjechać. I to nie urywając dyszla od betoniarki!

W końcu przystąpiliśmy do mieszania betonu wg zaleceń Pana Stanisława. Taczki i łopaty z materiałem poszły w ruch. Ciężko pracowaliśmy, w pocie czoła umilając sobie czas Żubrem.

Pan Majster Stanisław zajął się robieniem wylewki. Pokazywał gdzie należy wyładować taczkę betonu, a on łopatą rozprowadzi już materiał w odpowiednie miejsce. Niestety beton był trochę za suchy wiec nie należało to do najłatwiejszych zadań… ale dla Pana Stanisława nie ma rzeczy niemożliwych do zrobienia więc i z tym dał sobie radę!

Wylewka prawie skończona… trzeba jeszcze tylko zrobić jakiś poziom… pochylenie do kratki odpływowej… ale od czego jest łopata? Oczywiście jej użył Pan Stanisław do robienia ostatniego etapu wylewki. I jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że woda spływa w trochę innym kierunku niż powinna.

Zaczęliśmy protestować! Mówiliśmy do Pana Stanisława, że tak nie można, że będzie źle! Na co Pan Stanisław odpowiedział w swoim stylu: „A co ty mi tu pier%$^@.. będzie dobrze!” i zrobił po swojemu. Wiec jednak łopata to nie packa. Nie działa tak samo.

Miedzy pracą, a Żubrem dowiedzieliśmy się od Hipka, że jeden z naszych kolegów bierze w tym dniu ślub. I akurat będzie przejeżdżał obok boiska!

Wpadliśmy więc na pomysł, że zrobimy „bramę” traktorem! Gdy przyszło co do czego to jednak brakło odwagi niektórym, aby ten traktor poprowadzić. Więc cóż… ja wraz z Kojotem podjęliśmy się tego zadania będąc przekonanymi, że zostaniemy wyśmiani. Zrobimy sobie wstyd i obciach z najwyżej półki! Ale jakież było nasze i kolegów zdziwienie, gdy przywieźliśmy zdobyczne dwa kartony znakomitego alkoholu Jelcyn. Brama widocznie spodobała się na tyle przyszłym małżonkom, że nas hojnie obdarowali!

Szczęśliwi z takiego obrotu spraw dokończyliśmy naszą ciężką pracę na rzecz klubu i planowaliśmy festyn w Targowisku tego wieczora.

I tylko nieliczni wiedzieli co tak naprawdę wydarzyło się na tym festynie. Ci których los zetknął z Hipkiem z Kępy… Jednak oni woleli milczeć. Co stało się z Jelcynem? To już inna historia…

Opowiadał Tomek Król

Łukasz Łub: Mogę dodać mała anegdotkę z jednego z meczy, kiedy budynek był jeszcze niewykończony. Jako toaleta służyło metalowe wiadro. W przerwie jednego z meczy sędzia zapytał gdzie toaleta i czy może skorzystać? No to Pan Staszek zaprowadził go do miejsca, gdzie stało to wiadro. Sędzia gdy to zobaczył powiedział, że „to chyba jakieś jaja”. Na to Stanisław mówi „ciesz się, że Ci się sr@ć nie chce”…

Leave a Reply